Fragment publikacji: Krzysztof A. Kuczyński, Wiesenstein. Tajemnice willi Gerharta Hauptmanna, Wydawnictwo Ad Rem, Jelenia Góra 2024 [rozdział: W parku, s. 75–78]
Początkowo niemal całkowicie pusty, łąkowy teren wokół nowo wybudowanej willi, został obsadzony wg wskazówek pisarza (także z jego aktywnym udziałem) iglastymi oraz – w nieco mniejszej ilości – liściastymi drzewami i krzewami, które w miarę upływających lat w coraz większym stopniu zasłaniały białe mury budynku. W wielu wspomnieniach odwiedzających Gerharta Hauptmanna gości pojawia się obraz pięknego, lesistego parku otaczającego „Wiesenstein”, z którego wyłaniały się wieżyczki pokryte czerwoną dachówką. Właściciele przykładali wiele uwagi do jego urządzenia i późniejszego utrzymania porządku (o co dbał ogrodnik Ewald Stief), zaś pisarz niemal codziennie odbywał tam swoje przechadzki. Przywillowy park odgrywał w życiu Gerharta Hauptmanna i jego żony ważną rolę, przy sprzyjających warunkach pogodowych spędzali tam sporo czasu. Oprócz codziennych spacerów, dla których – w przypadku niepogody – wybudowano wspomnianą długą, zadaszoną halę (a pamiętamy, że wcześniej był w tym miejscu kort tenisowy), Gerhart Hauptmann lubił przesiadywać w dużej, mieszczącej kilka osób, altanie nieopodal stawu, oddając się lekturze lub robiąc notatki. Czasem, wypoczywając na rozłożonym leżaku, otulony troskliwie przez Margaretę ciepłym kocem, nieco się zdrzemnął. Lubił takie drzemki na świeżym powietrzu. Na szczycie altany powiewała na wietrze okrętowa chorągiewka, przywieziona przez jednego z przyjaciół z wypoczynkowej miejscowości Nidden/Nida na Mierzei Kurońskiej. Dodać można, że w pobliżu wspomnianej hali spacerowej ustawione były dwie sporej wielkości greckie amfory gliniane (wg niektórych źródeł ceramiczne), w których – jak planowano – miano kiedyś w przyszłości umieścić prochy Margarety i Gerharta.
W parku rozstawionych było kilka białych, drewnianych ławek, z których można było podziwiać górskie widoki. Zamontowano także na stałe, odporne na zmiany pogody, ławki kamienne. W pobliżu schodów prowadzących do głównego wejścia willi często w ciepłe dni ustawiano stół i krzesła, małżonkowie lubili jadać tam czasem śniadania lub przyjmować „na herbatkę” gości. Uprawiająca przez długie lata gimnastykę, Margareta właśnie w ogrodzie, przy sprzyjającej pogodzie, ćwiczyła ubrana w specjalny kostium z czarnego jedwabiu. Park był też terenem zabaw dla małego Benvenuto, to tutaj jeździł on w niewielkim powoziku zaprzężonym w osiołka o imieniu „Zettl”, nieco później także „wierzchem”, bądź wykonywał ćwiczenia gimnastyczne na wysokiej jakości specjalistycznym sprzęcie.
[…] Gerhart Hauptmann upodobał sobie jeszcze jedno zaciszne miejsce, gdzie chętnie przesiadywał, coś czytając albo robiąc – swoim zwyczajem – zapiski. Było to niewielkie źródełko wytryskające spośród skał, otoczone półkolistym niskim murkiem. Ozdobą tutaj była niewielka kamienna rzeźba „odurzonego alkoholem Silenusa”, jak pamiętamy – nieodstępnego towarzysza greckiego boga płodności i wina Bachusa. Pisarz czuł się tutaj zapewne bardzo swojsko…
Park bywał też czasami terenem wesołych wydarzeń, jak np. w sytuacji, kiedy goście spacerujący alejkami gęsto zadrzewionymi po obu stronach, nieoczekiwanie zostawali zaskoczeni widokiem wynurzającego się niespodziewanie z gęstwiny osiołka, do tego lubiącego wydawać głośne, nieartykułowane dźwięki typu „yyy-ha!”. Park stanowił więc niezwykle istotny element posiadłości Gerharta i Margarety, umożliwiał nie tylko wypoczynek na łonie przyrody i radowanie się pięknymi widokami na pasmo Karkonoszy, ale był też miejscem, który korzystnie wpływał na proces twórczy pana domu. A warto pamiętać, że wraz z upływem czasu, kiedy Gerhartowi Hauptmannowi znacząco przybyło lat, a sytuacja polityczna (głównie w latach czterdziestych) stała się niezbyt sprzyjająca podróżom, właśnie spacery w pobliżu „Wiesenstein”, zaś w ostatnim okresie życia krótkie przechadzki wyłącznie w przywillowym parku, dawały możliwość przebywania na świeżym powietrzu, co tak bardzo od wczesnej młodości polubił pisarz.
[…]
O tym, jak wyglądał niegdyś przywillowy park, a także wnętrza „Wiesenstein”, wiemy dzisiaj w dużej mierze dzięki licznym, artystycznie bardzo udanym zdjęciom, których autorem był zaprzyjaźniony od lat z Gerhartem i Margaretą Hauptmannami, fotograf z Görlitz Alfred Jäschke (1886–1953). Zwłaszcza w latach czterdziestych uwiecznił on na kliszy bardzo wiele różnych ujęć „Wiesenstein”, sytuacyjnych wariantów sylwetki pana domu, scenek rodzajowych, np. podczas „twórczego spaceru” czy pracy z sekretarzami. Zdjęcia pomieszczeń są dla nas niezwykle istotne, gdyż w końcowym okresie „Wiesenstein” był szczególnie bogaty w gromadzone przez dziesięciolecia zabytki. Są więc one swoistym, bezcennym dokumentem budynku i życia rodziny pisarza. Wiemy, że Alfred Jäschke planował wydanie dwóch albumów: „Wiesenstein“ und sein Park / „Wiesenstein” i jego park oraz Gerhart Hauptmann, der große Dichter / Gerhart Hauptmann, wybitny poeta. Z różnych powodów, m.in. wskutek trudnego ekonomicznie okresu powojennego, niestety nie doszło do realizacji tych zamierzeń.